niedziela, 21 grudnia 2008

Powrot do Indii

Powrot do Indii okazal sie jak zawsze zaskakujacy. Na peronie autobusowym bylismy juz o 5 (boarding time!) a autobus odjechal ok 6.00. Wg planu mial byc na granicy juz po okolo 12 godzinach co od razu wydalo nam sie troche podejrzane gdyz bylo to az 610 km (nawet pytalismy sie czy to aby nie 18.00 nastepnego dnia) Nauczeni doswiadczeniem liczylismy sie z mozliwoscia duzego poslizgu czasowego.
Plan podrozy mial byc taki: bus+ przeprawa przez rzeke z uwagi na uszkodzony most po drodze+ bus do granicy. We wszystkim mial pomoc nam konduktor autobusowy.
O 18 dojechalismy do przeprawy przez rzeke i bylo to cos niezwyklego! Zapadal zmierzch, lodki ktore raczej przypominaly tratwy i ogrom ludzi ciasno na nich upakowanych. Przypominalo to szmuglowanie nielegalnych emigrantow przez granice!!! Zastanawialismy sie czy robic zdjecia czy raczej sie nie ruszac aby nie wpasc do rzeki. Potem bylo jeszcze ciekawiej. Konduktor przekazal nas w opieke wspolpasazerowi ktory mial zaprowadzic nas do drugiego autobusu. Chlopak byl jednak rownie malo zorientowany jak my. Jego jedynem atutem byla znajomosc nepalskiego. Ostatecznie oddal nam 300 rupii (podobno przekazanych od konduktora) na nowy bilet i sie zmyl. WOW... Zostalismy w ciemnosciach w tlumie gapiow i naciagaczy i autobusow. Jeden z nich podobno i jechal na granice ale moze nastepnego dnia, wiec liczylismy sie z perspektywa noclegu w autobusie.
Ostatecznie mielismy duzo szczescia bo pojawil sie nowy autobus i osoba mowiac po angielsku ktora nam o nim powiedziala.
Tak wiec juz o 21.00 bylismy na granicy w miejscowosci Kakarvitta.

Obecnie jestesmy juz w Darjeeling (gdzie bedziemy na swieta) ale o samym miescie wkrotce- znowu zamykaja nam kafejke.

Brak komentarzy: