Na podstawie jednego zdjecia w przewodniku rejon Darjeeling mozna wyobrazic sobie jako teren lekko gorzysty, gdzie sa niewielkie pagorki pokryte krzaczkami herbaty i w ktorych gdzieniegdzie widac ubrane w sari kobiety, zbierajace herbaciane listki.
W rzeczywistosci niewielkie pagorki faktycznie widzielismy- ale bylo to jakies 80 km wczesniej, na wysokosci jakis 100 m n.p.m.
Do Darjeeling jezdza glownie jeepy. Autobusow widzielismy zaledwie kilka. I wcale nas to nie dziwi, bo droga z okolo 100 m n.p.m w oddalonym o 80 km Siliguri wznosi sie na 2139m. Dojazd przypomina raczej droge do schroniska niz do 110 tys miasta. Droga jest waska, dziurawa, miejscami szutrowa i bardzo kreta. Na poczatku podziwialismy w dole widoczna doline, potem wjechalismy w chmury aby w koncu znalezc sie ponad nimi. Po drodze mijalismy male wioski o szerokosci jednego zawieszonego nad przepascia domku i zastanawialismy sie co sklonilo ludzi do osiedlenia sie w takim miejscu.
Samo Darjeeling jest zdecydowanie wieksze- rozsiane na kilku bardzo stromych zboczach, ma kilka odchodzacych w bok uliczek i wyraznie widac ze swego czasu anglicy upodobali sobie to miejsce za zimowa stolice. Trzeba przyznac ze nam sie tu podoba. Jest w miare czysto, przyjaznie, nie ma tlumow naciagaczy, rikszarzy (pewnie nie daliby rady z podjazdami) a przede wszystkim nie ma krow. Sa za to staro- angielskie domki, dworki, hotele, sa asfaltowe drozki i kilka kawiarni, restauracji przygotowanych pod angielskich turystow. Jest ogrod botaniczny, ZOO, kolejka waskotorowa no i oczywiscie plantacje herbaty. (Jest tez mini cetrum handlowe z kinem i sklepy z pamiatkami. Wydaje sie ze to nic wielkiego, ale dla nas po blisko 3 tygodniach z dala od cywilizacji- to cos wspanialego!!!)
Szkoda troche ze jestesmy tu po sezonie- niebo jest zachmurzone i nie mozemy w pelni podziwiac widokow na cala doline. Wieczorami chmury opadaja (a moze podnosza sie) do miasta i wtedy wszedzie jest mglisto i wilgotno (anglicy czuli sie na pewno jak w domu)
To miasto mogloby byc sliczna perelka gdyby nie indyjskie koszmary architektoniczne i zaniedbanie tego co pozostalo po okresie kolonialnym. Mamy wrazenie ze wyposazenie hoteli, drogi, ogrodki, place- wszystko co zostalo jakos ladnie przemyslane i zaplanowane zostalo zrobione ponad 50 lat wczesniej i do teraz jest wylacznie eksploatowane ewentualnie uzupelniane o baraczki i niedopracowane bloki/ budynki.
Darjeeling podoba nam sie tez dlatego- bo znalezlismy kosciol katolicki (tak nam sie wydaje przynajmniej) i w ktorym nie czci sie Boga malpy, ani Boga slonia ani Shivy ani innych tutejszych Bostw. Znalezlismy sklep ktory sprzedawal sztuczne choinki (brzydkie okropnie ale wywolaly wzruszenie) i w ktorym kilka sklepikow ma swiateczne lampki na wystawach. Jest tez zimno (ok 8 stopni) i to wszystko sprawia ze jest PRAWIE PRAWIE jak w Europie.
Zostaniemy tu do 26 grudnia- a potem ruszamy w dalsza podroz- cel GOA.
poniedziałek, 22 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz