Jestesmy w Nepalu. Pierwsze dwa dni rozpoznawalismy samo Kathmandu. A potem sie potoczylo..
Dzien -2 (przedwczoraj)
Pojechalismy do Bhaktapuru. Swietne centrum skladajace sie z kilku duzych placy, na ktorych poutykali mnostwo swiatyn, palacow i wszelkich innych zabytow. Wszystko to jest polaczone klimatycznymi uliczkami z uroczo walacymi sie domkami. W Bhaktaur'ze planowalismy znalezc busik do Nagarkot'u, ktory slynie z pieknych wschodow i zachodow slonca. Po obejrzeniu miasta i wszamaniu obiadku udalismy sie na tzw "dworzec autobusowy". Busik sie deczko spoznil, a jak juz przyjechal przezylismy walke na noze o miejsce siedzace. W dodaku przegralismy i cala podroz przejechalismy w niezwykle nie-ergonomicznej pozycji. Gdybysmy jechali jeszcze kwadrans pewnie od samego stania bysmy sobie skrecili kostki ;] A wlasnie... odnosnie czasu jazdy. Mozliwe ze padl kolejny rekord - w przewodniku ktos napisal, ze ta trasa ma 15 km i zajmuje 1 godzine. Ten, tego... gosc sie rypnal o 50% co oznacza, ze wysrubowana srednia predkosc 15km/h nie zostala osiagnieta. Kiedy sie juz doczlapalismy do miescinki o ogladaniu zachodu nie bylo juz mowy - zapadly ciemnosci. Mowi sie trudno. Zaczynamy wiec szukac noclegu. W trakcie poszukiwac okazuje sie, ze wlasnie nastapil "blackout" - na calej ulicy zgasly swiatla. Fajnie, to znaczy, ze czeka nas wieczor ze swieczkami ;] I tak tez sie stalo. Poniewaz prad mial wrocic o 21:00, a my bylismy dosc zmeczeniu, walnelismy sie do lozka juz o 20:30.
Dzien -1 (wczoraj)
Pobudeczka wczesna, bo postanowilismy ze w takim razie to chcemy zobaczyc wschod slonca. O 05:45 wyszlismy z hotelu, godzine przed wschodem, bo do punktu widokowego sa jakies 4 km pod gore. Zdazylismy i widoki byly rewelacyjne :] Osniezone szczyty Himalayow zapalajace sie od promieni slonecznych.. Miodzio :] W drodze powrotnej wstapilismy do przydroznej kafejki i wcielismy swietne sniadanko. Przed nami byla dluga droga (25 km), bo zaplanowalismy sobie nocleg w Chisapati. W ta trase wyruszilismy w pelnym rynsztunku, na ktory skladal sie moj duzy plecak i Ani plecak na aparat. Oboje przyznajemy ze te bagaze daly nam najbardziej w kosc. Wieczorem ramiona i barki stawialy spory opor nawet przy podnoszeniu kubeczka z herbata ;] Samo dojscie do tej miejscowosci tez bylo nieco nerwowe. Do zachodu bylo coraz blizej, robilo sie chlodniej, wlelismy sie strasznie majac juz w nogach ponad 30 km i do tego te plecaki... Ale udalo sie, zachod slonca ogladalismy juz u celu i widok byl ponownie wart wysilku. Po drodze podziwialismy niesamowita panorame Himalayow, przedzieralismy sie przez paprociowe zagajniki i mijalismy wielgachne bambusy (a u nas w ogrodku nie chca rosnac). W hotelu opilismy sie goraca herbata i poszlismy "lulu". Tym razem juz troche po 19:00 bo ten hotel nie mial pradu z definicji ;] Mdlo swiecila jedynie jedna lampka zasilana bateriami slonecznymi. Temperatura tez nie byla specjalnie komfortowa, bo z ust nam buchaly kleby pary, a spac polozylismy sie w spiworach, pod gruba koldra, w koszulkach i polarach ;]
Dzien 0 - dzis
Jakos nie mielismy problemow z wczesna pobudka i niejako przy okazji jeszcze raz obejrzelismy wschod slonca w Himalayach. Pycha :] Potem sniadanko i w droge. Na dzis zostalo nam juz tylko 12 km, wiec jakos sie uwinelismy. Najciezszym fragmentem byla wioska, ktora nazwalismy (przeklelismy?) jako "wies-miliona-schodow". Co prawda schodzenie jest latwiejsze, ale rozowo nie bylo ;] W koncu stopnie sie skonczyly, zlapalismy busa i jazda do Katmandu. W hotelu szybki prysznic, male zarelko i na miasto, tym razem przede wszystkim po to, zeby kupic bilety autobusowe. Bo jutro o 05:30 lapiemy autobus na grance Nepalsko - Indyjska.
PS. Wyprawa byla swietna i caly ten wysilek wspominamy teraz jako fantastyczne przezycie.
PS2. Mozliwe ze przekrecilem nieco pisownie niektorych miast, bo pisze je z glowy.
środa, 17 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Właśnie sobie siedzę, czytam stare zapiski z braku nowych, a tu rach ciach, pojawił się nowy! No! wschody, schody, zachody.. nareszcie coś co lubię :) A co jecie na te pycha śniadanka przy pycha i mniam wschodach słońca? Płatki kukurydziane z mlekiem i kanapki z żółtym serem?
Nepal, wspaniale:))) zbierajcie użyteczne informacje, bo wkrotce jedziemy w Wasze ślady:)))
Prześlij komentarz