sobota, 13 grudnia 2008

Goodbye Indiana (przynajmniej na pare dni)

Dzis znowu szarpnelismy sie na dwa stanowiska w kafejce i wyprodukowalismy dla Was dwa posty. Swoja droga - za godzinke / stanowisko placimy dzisiaj ok 26 groszy...

Przekroczylismy granice i pewne rzeczy sie zmienily. Nie wiem jakie jest Wasze wyobrazenie o Indiach i Nepalu, ale roznica jest wbrew pozorom spora. Generalnie Indie to niezly syf. Przynajmniej to co widzielismy do tej pory. Nepal na tym tle wypada jak Luxemburg w Europie ;] Zacznijmy jednak od ludzi - w Nepalu mozna zobaczyc ludzi o rysach kojarzacych mi sie z Mongolia i Chinami. "Typowych hindusow" tez mozna znalezc, ale jest ich zdecydowanie mniej. Naciagaczy i rykszarzy jest duuzo mniej i sa mniej natarczywi. Miasto przypomina bardziej miasta europejskie, trafilismy dzisiaj do dzielnicy z typowa "sklepowa" zabudowa (Ania wypatrzyla nawet Zare, wiec poczula sie jak w domu ;]). Biedy i balaganu jest zdecydowanie mniej, co nie oznacza jednak, ze ulice sa czysciutkie. Zwyczaj rzucania smiecia, ktory akurat ma sie w rece bezpostednio na ulice nadal obowiazuje ;] Typowo indyjskich slumsow, ktore tam tworzyly cale miesto, tutaj jest stosunkowo niewiele, a w dodatku hmmm... maja wyzszy standard ;] Samochody to nie tylko produkcja Indyjska, ale rowniez japonczyki. Skuterkow, rowerow i motorow rownie duzo, chociaz jest wiecej lepszych maszyn. Ogolnie widac, ze przynajmniej ludzie sa w Nepalu bogatsi. Nie dotyczy to jednak panstwa jako takiego, ktore (z tego co slyszelismy) eksportuje prad, czego konsekwencje opisuje pokrotce nizej.

Ze spraw biezacych - od wczoraj wieczora jestesmy w Kathmandu. Poniewaz juz przed przyjazdem ustawilismy sobie hotel, w autobusie ktorym jechalismy wyhaczyl nas gosc z karteczka "Mr Rowski from Poland". Przynajmniej kraj sie zgadzal ;] Wieczorem siedzielismy na dachu hotelu wcinajac lokalny specjal (przypominajacy nieco nasze golabki) i ogladajac nocna panorame miasta. Na marginesie, w Kathmandu jest polityka oszczedzania energii - codziennie, wg ustalonego wczesniej harmonogramu, na 7 godzin odcinany jest prad. Rozne dzielnice maja te restrykcje w roznym czasie, a sama przerwa z tego co sie zorientowalismy podzielona jest na 2 czesci. W czasie "blackoutu" mozna palic jedno swiatlo i dlatego w hotelu koncowke wieczora spedzilismy w polmroku. Oznacza to rowniez np ze taka banalna czynnosc jak ladowanie komorki wymaga wczesniejszego planowania ;] Aha, odnosnie komorki - w niewyjasnionych okolicznosciach zablokowal mi sie numer prywatny. Wiec jezeli chodzi o wysylanie sms-ow to slijcie je prosze do Ani, albo do mnie na telefon sluzbowy. Wracajac do dzisiaj - lazilismy po samym Kathmandu i zdobywalismy informacje o trekingu w rejonie doliny Katamandu. Jutro planujemy zobaczyc najblizsze okolice miasta ze swiatynia malp (niestety oficialnej nazwy nie pamietam). A pozniej planujemy 2-3 dniowy marsz po gorach.

Ciekawostki:
- widzielismy pierwsze (i od razu tez drugie) przejscie dla pieszych w Indiach,
- 90% samochodow jezdzacych w Indach jest rodzimej produkcji - niepodzielnie kroluje koncern TATA,
- liczba zaobserwowanych kotow w Indiach = 1,
- mimo, ze zanieczyszczenie powietrza w Kathmandu jest duzo nizsze niz w tych miastach indyjskich, ktore widzielismy, wiele osob zaslania nos maseczka, szalikiem albo chustka,
- dworzec autobusowy w Kathmandu to kompletna rzeznia.

Brak komentarzy: