niedziela, 25 stycznia 2009

Troche o jedzeniu - czyli w ramach zakonczenia

Generalnie jedzenie jest super, roznorodnosc warzyw, owocow, przypraw ktore nie sa u nas dostepne a wszystko przyrzadzone i polaczone jest w tajemniczy dla nas sposob. Jest jednak male ale. Jedzenie jest super pod warunkiem ze czuc cos wiecej niz tylko CHILI.
Przy zamawianiu jedenia zawsze nalezy dodac zeby potrawa nie byla ostra inaczej nie mozna wyczuc co sie dostalo (ryz, ziemniaki, warzywa) czuc tylko ze pali i piecze. Jesli poprosilo sie o "nie ostre" wtedy rowniez jest bardzo ostre ale da sie szybko polknac. Najlepiej poprosic NO CHILI lub o cos slodkiego. Wtedy jest pycha!
Aha! Okazalo sie ze zwykla salatke warzywna tez mozna mocno posypac chili- wiec zawsze trzeba zamawiac wersje dla obcokrajowcow.

Jedzenie opiera sie na plackach przypominajacych nalesniki ktore wystepuja w tysiacu wersji: pieczone na patelni, w piekarniku, na goracej plycie, w srodku goracego wielkiego kotla, w wersji grubszej, chudszej, krochej lub nie. Moga byc z ziemniakami, cebulka, serkiem. Probowalismy: paratha, chapati,roti, dosa, papad i wiele innych ktorych nazw nie zapamietalismy.
Druga podstawa jedzenia jest ryz, ktory nie dosc ze ma wiele odmian to moze byc na rozne sposoby przyprawiany. (najfajniejszy i najbardziej orginalny byl ryz z wiorkami kokosowymi, rodzynkami, orzechami, swiezymi listami curry i chili oczywiscie- na szczescie odrobina bo to byl deser)

Do tego serwowane sa sosy. Generlnie warzywne czasami polaczone z owocami (np ananasem) czasami z bialym serkiem w kostkach, geste lub rzadkie.
Czasami dodatkowo do potrawy sosow podawane sa male miseczki niezidentyfikowanej przez nas substancji (cos jak plynne chili- kolor czerwony a zielona to moze byc lub ekstrakt z wasabi) ktore nalezy szybko wyizolowac, odsunac od jedzenia i nie dotykac. W przeciwnym razie ryz lub "nalesnik" bedzie nie do zjedzenia. Dla indian jest to zapewne pikantniejszy dodatek gdyby sos okazal sie jalowy. Widzelismy jak obok kilku facetow wlalo na ryz zawartosc obydwu miseczek i traktowalo to jak ketchup!!!. Patrzylismy na nich z niedowierzaniem ale "trujaca substancja" nie zobila na nich wiekszego wrazenia.

Rodowity hindus nie uzywa sztucow. Trzymajac w prawej rece placek, kciukiem nagarnia do niego sos (traktujac go jak lyzke). Ryz z sosem oczywiscie dokladnie mieszaja reka. AHA! Czasami jedzenie podawana jest na lisciach bananowca (na poludniu) lub w miseczkach uszytych z mniejszych lisci (na polnocy)

Desery: generalnie baaaaaaaaaaardzo slodke i tluste. Najbardziej znany przysmak to jalebis ktory powstaje przez wlewanie cienkim strumyczkiem ciasta do goracego tluszczu jak aby powstaly esy- floresy. Po chwili smazenia przeklada sie to do kotla ze slodkim syropem. Pyszne! Najlepiej jesc gorace, a podstawa ciasta jest chyba bardzo slodkie maslo a dokladniej ghee. Inne przysmaki to jakby rozmoczona kulka biszkoptu w slodkim syropie (culab jamoon), kulki bialego serka w slodkim syropie (rasgulla), marcepany i chalwy.

No i owoce! Egzotyczne, dziwne i takie ktore pierwszy raz widzelismy na oczy. Najbardziej zasmakowaly nam papaje i swieze ananasy. Z dziwniejszych owocow to probowalismy gulawe ktora indianie jedza z sola(!) i ktora byla troche jak gruszka. i cos co sprzedawca okreslij jako sliwki. Sliwek za to wcale to nie przypominalo. Z wygladu bylo jak male zielono- czerwone pomidorki a w smaku a jak polaczenie twardej gruszki o zapachu serka roquefort. Dlatego wiecej juz nie kombinowalismy i zostalismy przy papajach :)

Inne ciekawe rzeczy: chipsy z tapioki, solone i smazone chipsy bananowe, prazone nasionka (ryzu, groszku, fasolki) z krojonymi drobno warzywkami, sokiem z cytryny i chili- jako przykaska serwowana przy ulicy.

Ale nie ma jak w domu... pyszny chlebek, zolty serek, jogurt z owocami. Zdecydowanie sie za tym stesknilismy.

Brak komentarzy: