Kilka slow o tym co sie dzialo w Kerali ktora slynie z przepieknych parkow krajobrazowych, rozlewisk, gajow palmowych i wysokiej temperatury.
Zwiedzalismy bardzo intensywnie aby zobaczyc tak duzo tak sie da.
1. AHA- uzupelnienie odnosnie babc w Mehindrze. Wersje sa dwie. Kuba uwaza ze moglo sie do samochodu podobnego do jeepa zmiescic ok 16 babc a ja ze bylo ich okolo 14. Oczywiscie plus kierowca. Ciezko sie bylo polapac ale zaczelismy je liczyc jak widzielismy pania pakujaca sie na plecy (moze glowe) innej pani Wiec na prawde musialo byc ich tam duzo. Zalujemy ze nie zdazylismy pstryknac foty.
2. Wycieczka herbaciano- kawowa w Kumily.
Jak Kuba wspomnial widzielismy fabryke w ktorej przetwarzali herbaciane listki prosto z plantacji na granulki. Z herbata z tego rejonu jest wogole tak, ze jest na za malej wysokosci aby dorownywac gatunkom z Darjeeling lub Assam. Najlepsze herbatki rosna sobie na wysokosci 1500- 2000 m n.p.m a tam bylo zaledwie 1100-1300. Caly rok panie zbieraja mlode listki krzaczkow herbacianych. Recznie sa w stanie zebrac od 21kg do 45kg (zrywaja 2 rekoma). Najlepsze panie posluguja sie nozycami i wtedy sa w stanie przyniesc do 125 kg. Ciekawosta: placa pani od zbierania listkow, jesli przyniesie 21 kg tylko to 105 rupii na dzien tj jakies 6-7 zl. dziennie (!)
Potem ogladalismy suczenie listkow na kilku tasmach, przetrzasanie, proces fermentacji w wielkich tubach, przepalarnie i robienie granulkow, sortowanie itd (AHA- najlepsze granulki to te najwieksze) I jak juz dowiedzielismy sie jakie to wazne aby proces fermantacji nie trwal za dlugo, i aby odpowiednie enzymy byly w odpowiedniej ilosci to..... zgaslo swiatlo i wszystko stanelo. Patrzymy na siebie z Kuba na zasadzie "To nie ja. Ja niczego nie dotykalem (am)"
Procesy fermantacji przerwane, przepalanie tez, suszenie tym bardziej. Po prostu przerwa w dostawie energii. Pracownicy sie rozeszli i koniec... Podobno to normalne
Co do plantacji kawy to ogladalismy same krzaczki kawy Robusta, po zbiorach. Przetworni nie bylo niestety, wystarczylo wysuszenie na sloncu ok 15 dni. Potem nasionka wysylane sa na caly swiat do miejscowych palarni kaw.
3. Wyprawa house- boat'em czyli plywajacym domkiem
W Alleppey specjalizuja sie w wynajmowaniu lodzi mieszkalnych. Mozna wtedy podziwiac kanaly i zalewy w pelnej okazalosci. Poniewaz koszt wynajecia takiej lodki na dobe (z wyzywieniem) byl porownywalny z przejazdzka gondola (30 min) zalatwilismy sobie maly stateczek, ktorego wyglad stylizowany jest na dawne statki do przewozenia ryzu a ktory mial poklad gorny, dolny sypialnie z lazienka i 3 osoby do obslugi.
Szkoda tylko ze czas tak szybko minal... Zdjecia house boat-u potem :-)
4. No a na koniec Kerali mielismy jeszcze mala przejazdzke mala lodzia. Widzielismy produkcje lodzi z drzewa "Jack fruit" ktore sa zszywane sznurkiem kokosowym (i plywaja do 60 lat nawet) widzielismy ananasy brazowe, czerwone i zielone, hodowle krewetek no i przede wszystkim podziwialismy kanaly i kanaliki poludniowej Kerali.
A na koniec musielismy spakowac sie i wrocic na polnoc. Ehhh.
Czas powoli zbierac sie do domu... i zblizac do Delhi.
Przed nami zostalo jeszcze zwiedzanie Jaisalmeru i New Delhi.
sobota, 17 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Kochani! Sledze Wasza wedrowke!Zycze szczesliwego powrotu i czekam na opowiesci na zywo!
Czy też tak macie, że im bliżej lotniska i podróży powrotnej tym więcej pomysłów na kolejne eskapady? ;)
Zostawię po sobie jakiś ślad, żeby nie było że do Was nie zaglądałem ;)
Co do nowych wypraw to jak najbardziej! Z zalem wyjezdzalismy z Nepalu- dwutygodniowy trekking dookola Annapurna podobno jest super. Dowiedzielismy sie tez o Tajlandii ze jest najladniejsza z calej Azji (trzeba by to sprawdzic) no i od zawsze pozostaje Nowa Zelandia.
Prześlij komentarz