środa, 3 grudnia 2008

Jaipur i Pushkar

Witamy w Pushkar'ze, jedynym miejscu na swiecie, gdzie znajduje sie swiatynia Braminow. W miescie sa 52 ghaty - swiete schody. Na jednych z nich przeszedlem dzisiaj cermonie "good karma" i dostalem kropke na czolko ;-) (fotka do sprawdzenia po powrocie). Hotel mamy superski, a to, ze na ulicy chodza luzem krowy nie stanowi juz zadnego szoku. Wlasnie... odnosnie szoku... tak jakby przechodzil ;-) To ze sie wszelkiej masci zwierzaki szlajaja po ulicach, ze miasto przypomina bardziej ul (chociaz ul w sumie nie jest chaotyczy, hmm) i walaja sie smieci to jest element.. kolorytu lokalnego ;-) Ludzie sa mili i wcale nie zawsze chca czlowieka na cos naciagnac ;-)

A teraz mala retrospektywa. Wczoraj i dzis od rana zwiedzilismy palac w Amber, palac Maharadzy, Jantar Mantar i Hawal Mahal w Jaipurze. Powiem szczerze, ze nie chce mi sie ich opisywac, proponuje pogooglowac ;-) ;-P W skrocie napisze tylko, ze wygladaja fantastycznie.

Na koniec kilka ciekawostek:
- popularny sport to bekanie na ulicach (Ania mowi ze znowu przesadzam... ale gdybym napisal, ze kilka razy w samolocie i na ulicach slyszelismy czlowieka ktory sobie ulzyl to by nie bylo efektu, nie?),
- udalo mi sie stargowac cene za owocki ze 110 rupii do 30... wow, ale jestem dumny! ;-)
- wczoraj zrobilismy zakupy "odziezowe" - Ania spodnie, a ja koszule. Spodnie zostaly uszyte w ciagu 2 godzin od zamowienia i dostarczone do hotelu,
- garnitur robiony na wymiar mozna zamowic juz od okolo 5000 rupii (ok 300 zl),
- wieczorem podpatrzylismy czesc ceremonii slubnej, orszak ktory zamykal pan mlody na koniu przedefilowal ulica w normalnym (w sensie indyjskim) ruchu ulicznym. Calosc oswietlaly kobiety, ktore na plecach dzwigaly lampy ;-)


Oraz kilka ciekawostek jakie zostalo (od Ani)
- Sniadanko w hotelu w Jaipurze- zamowiony vegetarianski sandwich okazal sie tostem z ziemniakami w srodku Zadziwiajace ale byl bardzo smaczny!!
- Fort w Amberze- wspaniala ogromna budowla z 2 duzymi dziedzincami. A najciekawsze bylo polaczenie 2 dziedzincow za pomoca plataniny malych korytarzy, schodkow, sieni, mniejszych dziedzincow w ktorych zgubilismy sie 2 razy. W koncu wyszlismy po malym gzymsie, na skroty i pod barierka rezygnujac z dalszych poszukiwan drogi.
- A wieczorem kupilismy owoce ktore wygladaly jako polaczenie zolte limonki a w smaku przypominaja gruszke z odrobina porzeczki... zdjecie owoca wkrotce.
- W Jaipurze jest super rondo: nie mozna okreslic czy wiezdzajacy czy zjezdzajacy maja pierwszenstwo. Po rondzie poruszaja sie takze piesi i krowy (w poprzek)zreszta o ruchu uilicznym bedzie wkrotce wiecej.. bo jest to temat rzeka.
Ogolnie podsumowujac- juz sie dosc zaaklimatyzowalismy. Indie sa na prawde specyficzne- zapachy, kolory, ludzie, zwierzeta, miasta.. wszystko jest inne niz u nas. Podziwiamy wszystkimi zmyslami.

Brak komentarzy: